OKB "Zadyszka"

2.jedenastka na 11 listopada
  

Pełna rozpacz! Ależ mamy pecha w tym roku co do pogody. Jestem zupełnie rozgoryczona, pełna pesymizmu. Z pewnością przyjdzie nas garsteczka, choć na forum rzuciłam wyzwanie, że to impreza tylko dla najtwardszych twardzieli. Nie śpię już od trzeciej i raz po raz spoglądam przez okno: leje, leje, leje....


O godz. 13.15 wyruszamy, by otworzyć „biuro zawodów”. Telefon od Czajnika: „Przyjeżdżajcie po mnie. Samochód mi padł.” W efekcie mamy nieznaczne spóźnienie. Podjeżdżamy pod most Jagielloński..., a tam kolorowo! Pełno ludzi w barwnych strojach biegowych i wesolutkich pelerynkach. Wszystkim dopisują humory na przekór aurze. Jur mówi: A co, Małgośka, tak się bałaś, że nikt nie przyjdzie, a tu popatrz!
Tak, po raz kolejny okazało się, że nam, biegaczom zupełnie pogoda w niczym nie jest stanie przeszkodzić. Biega się i w szalonym upale, i w deszczu, i w zimnie. Ot, twarde ludziska. Witamy  serdecznie Szpaczków z Silesii Maraton,  Karolinę i Radka z Tyskiego  Stowarzyszenia Sportowego, przyjaciół trenerówz basenu Alę, Monikę, Piotra i Marka. Mamy wśród nas reprezentację Nordic Walking. Zadyszacy prawie w komplecie! Czajniczek wrócił z oznaczania trasy, numery startowe rozdane, listy sporządzone, wspólne zdjęcie zrobione, więc można zaczynać. Ruszamy: biegacze startują na 11 km, a kijarze, czyli NW wyruszyli zwartą grupa na sześciokilometrowy spacer. Kilka obrazów utkwiło mi w pamięci:
1.    Kolorek i Piotr bardzo mocno prą do przodu, znają swoje możliwości z zeszłego roku, są godnymi siebie przeciwnikami. Kończą niemalże trzymając się za ręce J.
2.    Jur wytrwale dotrzymuje towarzystwa Józkowi, który biegnie ... pod parasolem. Wyglądają przezabawnie.
3.    Andrzuś jak zwykle w towarzystwie pań robi za ich ochroniarza
4.    Każdy zawodnik na trasie znalazł niszę dla siebie, pełna rekreacja i dowolność interpretacyjna imprezy, a czasem i trasy J i wszystko grało
5.    .... i wszyscy mimo okropnej pluchy cały czas się uśmiechali!
Meta była w budynku klubu Soła. Co tam się działo! Przebrani w suchą odzież oddawaliśmy się totalnemu obżarstwu, bo czego to nie było na stole!? Żurek, bigos, kiełbaska, sałatki, ciast wszelakich, ciasteczek..., a szampan to się lał dosłownie strumieniami, gdyż wedle zwyczaju „życiówki” świętuje się właśnie szampanem, a   życiówek Zadyszacy zrobili masę!
Niczego więcej już nie napiszę...
Mam tylko nadzieję, że uda się nam zorganizować następną Jedenastkę na 11 Listopada w tak samo licznym, albo liczniejszym składzie. I już wiem, że nie muszę się przejmować pogodą!
Startowało: 29 biegaczy i 11 kijarzy NW.

 

 

Najlepszy zawodnik 2010

Wspomnień czar...

Gościmy

Naszą witrynę przegląda teraz 1 gość 
Zadbaj o to by dostać od klubu login.