|
Pełna rozpacz! Ależ mamy pecha w tym roku co do pogody. Jestem zupełnie rozgoryczona, pełna pesymizmu. Z pewnością przyjdzie nas garsteczka, choć na forum rzuciłam wyzwanie, że to impreza tylko dla najtwardszych twardzieli. Nie śpię już od trzeciej i raz po raz spoglądam przez okno: leje, leje, leje....
O godz. 13.15 wyruszamy, by otworzyć „biuro zawodów”. Telefon od Czajnika: „Przyjeżdżajcie po mnie. Samochód mi padł.” W efekcie mamy nieznaczne spóźnienie. Podjeżdżamy pod most Jagielloński..., a tam kolorowo! Pełno ludzi w barwnych strojach biegowych i wesolutkich pelerynkach. Wszystkim dopisują humory na przekór aurze. Jur mówi: A co, Małgośka, tak się bałaś, że nikt nie przyjdzie, a tu popatrz! Tak, po raz kolejny okazało się, że nam, biegaczom zupełnie pogoda w niczym nie jest stanie przeszkodzić. Biega się i w szalonym upale, i w deszczu, i w zimnie. Ot, twarde ludziska. Witamy serdecznie Szpaczków z Silesii Maraton, Karolinę i Radka z Tyskiego Stowarzyszenia Sportowego, przyjaciół trenerówz basenu Alę, Monikę, Piotra i Marka. Mamy wśród nas reprezentację Nordic Walking. Zadyszacy prawie w komplecie! Czajniczek wrócił z oznaczania trasy, numery startowe rozdane, listy sporządzone, wspólne zdjęcie zrobione, więc można zaczynać. Ruszamy: biegacze startują na 11 km, a kijarze, czyli NW wyruszyli zwartą grupa na sześciokilometrowy spacer. Kilka obrazów utkwiło mi w pamięci: 1. Kolorek i Piotr bardzo mocno prą do przodu, znają swoje możliwości z zeszłego roku, są godnymi siebie przeciwnikami. Kończą niemalże trzymając się za ręce J. 2. Jur wytrwale dotrzymuje towarzystwa Józkowi, który biegnie ... pod parasolem. Wyglądają przezabawnie. 3. Andrzuś jak zwykle w towarzystwie pań robi za ich ochroniarza 4. Każdy zawodnik na trasie znalazł niszę dla siebie, pełna rekreacja i dowolność interpretacyjna imprezy, a czasem i trasy J i wszystko grało 5. .... i wszyscy mimo okropnej pluchy cały czas się uśmiechali! Meta była w budynku klubu Soła. Co tam się działo! Przebrani w suchą odzież oddawaliśmy się totalnemu obżarstwu, bo czego to nie było na stole!? Żurek, bigos, kiełbaska, sałatki, ciast wszelakich, ciasteczek..., a szampan to się lał dosłownie strumieniami, gdyż wedle zwyczaju „życiówki” świętuje się właśnie szampanem, a życiówek Zadyszacy zrobili masę! Niczego więcej już nie napiszę... Mam tylko nadzieję, że uda się nam zorganizować następną Jedenastkę na 11 Listopada w tak samo licznym, albo liczniejszym składzie. I już wiem, że nie muszę się przejmować pogodą! Startowało: 29 biegaczy i 11 kijarzy NW.
|